Just Basic Girl

by Małgorzata Ostrowska

Kosmetyczne odkrycie. Granat i jego „wybuchowa” strona medalu.

Cześć!
Dziś kilka słów na temat owocu, który, mimo, że powszechnie znany, przez wielu jest bardzo niedoceniany. Mnie osobiście intrygował już od dawna, i nie dlatego, że jest to egzotyczny owoc, a głównie ze względu na fakt, że jest składnikiem bardzo wielu kosmetyków, w tym do twarzy, ciała i włosów. W pewnym momencie stwierdziłam, że coś „musi być na rzeczy” i zaczęłam pogłębiać wiedzę na jego temat. Obecnie, gdy już znam go lepiej – nie bagatelizuję jego działania – wręcz przeciwnie wykorzystuję pod wieloma postaciami. Chcecie wiedzieć czym mnie tak ujął? A może borykacie się z suchością skóry i szukacie natychmiastowego ukojenia? Jeśli tak, zapraszam do postu!

Granat nie bez znaczenia nosi taką nazwę…Wkońcu wyglądem przypomina granaty, ale też jego spożycie przyczynia się do „wybuchu” energii, zdrowia, siły i młodości. I mimo, że do najtańszych nie należy, jego drogocenne, bo lecznicze właściwości sprawiają, że jest wart swojej ceny.

Już od wielu lat uznawany za „broń” w walce ze zmianami nowotworowymi w tym rakiem piersi… Zawdzięcza to polifenolom, które w znacznym stopniu przyczyniają się do zahamowania wzrostu chorych komórek..Badania dowodzą, że działa też leczniczo m.in. na choroby wieńcowe, procesy zapalne, odporność czy nawet spowolnienie tworzenia tkanki tłuszczowejDziś jednak chciałabym skupić się na jego właściwościach w sferze kosmetycznej, bo niewątpliwie ma ich wiele. Poniżej wymieniam tylko nieliczne:

  • zwęża pory, napina i ujędrnia skórę
  • rozjaśnia szarą, zmęczoną cerę
  • reguluje proces zrogowacenia naskórka
  • zmniejsza suchość, delikatnie oczyszcza
  • chroni przed wolnymi rodnikami, powodującymi starzenie się skóry
  • działa przeciwzapalnie (zalecany przy pielęgnacji cery trądzikowej)
  • nawilża i odżywia włosy, dzięki naturalnemu filtrowi UV
Ja najczęściej spożywam owoc w postaci pitnej…Dlaczego? Bo wychodzę z założenia, że najważniejsze jest to, co serwujemy organizmowi od wewnątrz. Moje kubki smakowe zawsze z rozkoszą przyjmują ten smak, który, z początku lekko-słodkawy stopniowo przenika w cierpko-kwaśną nutę, tak charakteryzującą ten owoc…Dla mnie bardzo smaczny! Ze względu na dużą ilość wody wspaniale orzeźwia i koi pragnienie.

A jak to wygląda w praktyce?

Przepoławiam granat na dwie połówki i wyciskam każdą część.

Miąższ, który pozostaje na wyciskarce wykorzystuję do zrobienia maseczki, którą można stosować zarówno na twarz jak i włosy. Poniżej przepis:

Składniki:
2 łyżki pestek z resztkami miąższu granatu
2 łyżki jogurtu naturalnego
Całość mieszamy ze sobą.
Maseczka na twarz: powstałą papkę nakładamy na twarz. Po upływie 5 minut zmywamy letnią wodą.
Maseczka na włosy: powstałą papkę nakładamy na włosy i zakładamy czepek. Po upływie 30 minut spłukujemy ciepłą wodą.
Efekt:
W obu przypadkach działa mocno nawilżająco, lekko natłuszcza i odżywia skórę.
Czasami, gdy mam ochotę poeksperymentować w kuchni, dodaję go do różnych smakołyków. Dzięki kwaśnemu smakowi znakomicie komponuje się np. z lodami, deserami, a nawet ryżem;) Z kolei w asyście mięsa lub pikantnych potraw – znakomicie przełamuje ich smak.

A czy Wy eksperymentujecie z granatem bądź innymi owocami?

 

 

 

 

54 Komentarze w
“Kosmetyczne odkrycie. Granat i jego „wybuchowa” strona medalu.”

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany

CLOSE
CLOSE